Przechodząc ze śmierci do życia

Historia szczególnego powołania
Autor: Ks. Paweł Cieślik

20,00 zł



Oddajemy do rąk Czytelnika niezwykłą książkę – historię młodej dziewczyny, która odeszła do Pana w wieku 17 lat po kilkunastu miesiącach zmagania się z chorobą nowotworową. Pozostanie na zawsze w pamięci tych, którzy ją znali, jako pogodna, uśmiechnięta, pełna wiary, nadziei i bezgranicznego zaufania Bogu.

Jak napisał ks. abp Henryk Hoser SAC: „Marysia Bobrowska, gdy się urodziła, była dziewczynką jak wiele innych. Gdy umierała w wieku 17 lat, stała się kimś zupełnie wyjątkowym pod każdym względem. (…) Obdarzona była niezwykłą wrażliwością i delikatnością sumienia: dostrzegała innych w ich potrzebach, kłopotach, życiowej niezdarności, poczuciu opuszczenia i krzywdy. Otwierała się na świat duchowy. Z dewocją nie miała nic wspólnego, bo oddychała Bogiem i Jego łaską. Wzrastała nie tylko w latach, ale i w mądrości oraz łasce u Boga i ludzi.

I przyszła chwila próby. Najbardziej autentyczna droga krzyżowa. Powalające cierpienie w kwiecie wieku, rezygnacja ze wszystkich życiowych planów i zamiarów; ból i wszechogarniające cierpienie. (…) W jej życiu łaska i natura dopełniały się w jedności obrazu Bożego w wątłym człowieku. Była i pozostała drogowskazem do nieba. (…) Wszyscy, którzy ją znali, zaświadczają o jej świętości. Czy dołączy do grona młodych świętych kanonizowanych? Czas pokaże” (fragm. Słowa wstępnego).

Ilość stron: 126
Wymiary: 12,00 x 19,00 cm
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-7257-707-8

,,Zanim zostałem księdzem, jeszcze będąc klerykiem, poznałem Krzysztofa, a potem jego przyszłą żonę Renatę. W ten sposób rozpoczęła się moja przyjaźń z Bobrowskimi, która trwa do dzisiaj. Towarzyszyłem Krzysztofowi i Renacie w radościach i smutkach. W tym czasie przyszły na świat ich dzieci, Kamil i Marysia. Byłem częstym gościem w domu Bobrowskich. Spotykaliśmy się przy okazji uroczystości rodzinnych, a także wspólnie wyjeżdżaliśmy w góry. Zapamiętałem Marysię jako normalną dziewczynę. Była bardzo radosna, miała silny charakter. O jej chorobie dowiedziałem się bezpośrednio od Krzysztofa i Renaty. Od tej pory spotykałem się z Marysią i jej rodzicami jeszcze częściej. W intencji Marysi modliłem się w każdą środę podczas nowenny do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. W pewnym momencie poprosiłem o modlitwę w tej intencji wszystkie kółka różańcowe, które funkcjonują przy mojej parafii. Kiedy odwiedzałem Marysię w szpitalu, starałem się pogodzić z jej cierpieniem i postrzegać je jako zaplanowane przez Opatrzność Bożą. Byłem jednocześnie pod wielkim wrażeniem postawy Marysi, tego, z jak wielką pokorą potrafiła przyjąć to doświadczenie. Widziałem dokonujący się w niej proces dojrzewania – zarówno pod względem osobowości, jak również życia religijnego. Z każdym dniem uwidaczniało się piękno jej duszy. W tym wszystkim Marysia doskonale wiedziała, czym jest ta choroba, i była świadoma tego, co ją czeka. Znosiła to bardzo pokornie. Nigdy nie widziałem, żeby się buntowała. W bardzo dojrzały sposób otworzyła się na Pana Boga. Odnosiłem wrażenie, że choć mówiła niewiele, to jednak wyrażała pewną głębię. Głębię, która w niej była. Głębię wiary. Przy okazji moich odwiedzin Marysia prosiła o posługę sakramentalną. W tym czasie spowiadałem ją i udzielałem jej Komunii Świętej. Podczas rozmów starałem się dodać jej otuchy. Muszę przyznać, że kapłańskie posługiwanie młodej cierpiącej osobie było dla mnie czymś trudnym. Uświadomiłem sobie, że jako ksiądz mogę coś jej przekazać tylko dzięki wierze. To właśnie wiara pomogła mi pokazać Marysi sens tego cierpienia – to, że może ono stać się źródłem głębokiej ufności do Pana Boga. Kiedy rozmawiałem z Marysią, starałem się ją zachęcać, aby to cierpienie przyjęła w duchu miłości do Pana Boga. Przypominały mi się wtedy słowa Chrystusa: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9, 23). O śmierci Marysi dowiedziałem się od Renaty. Zareagowałem spokojnie. Widziałem to wielkie dobro, które zrodziło się podczas choroby. Byłem przekonany, że świadectwo Marysi dało wielu ludziom możliwość refleksji. I to jest piękne… Potem zaproponowałem rodzicom, żeby Msza pogrzebowa odbyła się w niedzielę. Miałem na uwadze względy praktyczne, chcąc ułatwić wielu ludziom możliwość uczestniczenia w pogrzebie. Ponadto uznałem, że dzięki temu śmierć Marysi będzie można ukazać w kontekście prawdy o życiu wiecznym i zmartwychwstaniu Chrystusa. Sądzę, że Pan Bóg ma swoją ocenę wszystkich tych wydarzeń. Niektórzy mówią, że wzywa do siebie człowieka w najlepszym momencie. Zatem decyzji takiego Autorytetu nie powinno się podważać. Pan Bóg wie, co czyni (...)"

Projekt i wykonanie: IT works